Fragmenty


(…) Ze zdumieniem rozglądałem się po nieznajomym miejscu. Tandetny bar otoczony wysokimi krzesłami świecił podczerwienią. Na ścianach wisiały ogromne lustra, a tandetny plastikowy zegar – reklamówka, wskazywał 4:20. Poczułem nieciekawy zapach, który zdarzało mi się wdychać w przeszłości. W czasach, gdy moje poczucie estetyki dopuszczało wiele doznań, na które dziś nie miałbym najmniejszej ochoty. Siedziałem w miękkim fotelu, a naprzeciw mnie pląsały dwie kuso ubrane kobiety. Obie miały tak samo chujowy makijaż. Nie było wątpliwości. Jakimś cudem wylądowałem w burdelu. Zacząłem intensywnie móżdżyć. Pomoc przyszła z zewnątrz. Kurwa numer jeden, szturchając mnie w ramię, przekrzyczała dość głośno puszczaną muzykę:
– Ej, koleś, zdecyduj się! Ty w ogóle rozumiesz, co ja do ciebie mówię?
Pokiwałem głową twierdząco i schowałem smartfona do kieszeni, którego nie wiadomo czemu trzymałem przy uchu.
– No to wybieraj! – wrzasnęła kurwa numer dwa. – Twój koleś ze wschodu bawi się już od godziny, a my tracimy tu z tobą czas. Wybieraj jedną, a najlepiej obie.
– Przepraszam panie – wycharczałem suchym na wiór gardłem – ale ja się z kurwami nie pierdolę.
Wypadki potoczyły się błyskawicznie. (…)