Fragmenty


Nie pamiętam pierwszych miesięcy, odkąd odeszła Ona. Tak, jakbym w ogóle nie żył. Wtedy bardzo pokochałem sen. Wracałem do domu, zjadałem coś na szybko, włączałem telewizor i zalegałem w łóżku. Przerzucając kanały w tv, czekałem na wymarzony moment, kiedy zasnę wolny od własnych myśli. Miałem farta, jeśli sen przychodził przed trzecią rano. Otwierając o świcie oczy, długo wpatrywałem się w sufit, przeklinając nowy dzień. W końcu wstawałem. Piłem kawę, paliłem papierosa, jechałem samochodem do pracy. Niczym korporacyjne zombie wchodziłem w sprzedaż, analizy, promocje, akcje marketingowe, szkolenia. W sumie nawet z dobrym efektem. Nie wiedziałem tylko, po co to robię. Gdyby nie moja córka, miłość do niej i poczucie obowiązku, pewnie położyłbym swoją karierę zawodową w miesiąc.