Fragmenty


(…) nie zdążyłem. Dokładnie dwa tygodnie po mojej pierwszej i jak się okazało ostatniej w tym temacie rozmowie z luką Jowita umarła. Była z koleżankami na zakupach w jednym z centrów handlowych w mieście. Przymierzała buty, upadła tracąc przytomność i już nie wstała. Lekarz, który przyjechał stwierdził zgon dowiedziałem się o tym jeszcze tego samego wieczora gdy przyszła do mnie zapłakana ewa którą tuliłem w bólu do rana dnia następnego Jowita odeszła pozostawiając całą serię niedokończonych spraw, marzeń, kierunków studiów, rodziców, przyjaciół i ludzi którzy nie chcieli by jej nie było. Pożegnaliśmy ją całą moją paczką na pogrzebie, który odbył się w małym mieście pod Łodzią, gdzie żegnało ją ponad pół tysiąca ludzi a ja nie mogłem słuchać dźwięku ziemi spadającej z łopat grabarzy i uderzającej o drewnianą trumnę i płakałem jak dziecko bo nie mogłem się pogodzić z tym, że umiera ktoś kto życia nie zaczął i nie pragnął od życia nic więcej poza tym by je pięknie przeżyć (…)