Fragmenty


W maju 2011 wciąż odczuwałem skutki „choroby”. Serce pompowało krew do organizmu tylko dzięki lekkiej fastrydze, którą jakimś cudem udało mi się na nim wykonać po tym, jak pękło na pół. Na świecie, mimo dziesiątek osób wokół mnie, byłem sam. To był czas, gdy miałem ochotę przytulić się choćby do jeża.