O autorze


Kim jest Pan Wilk?

Jarosław Wilk. Rocznik 1970. Człowiek dwóch epok. Ojciec z miłości. Pisarz z pasji. Menadżer z zawodu. Mieszka i pisze w małej wsi pod Wrocławiem.

Nic tak nie cieszy mężczyzny, jak zboczona kobieta – rozmowa z Jarosławem Wilkiem o jego książce „Pan Wilk i Kobiety”

Seks, gotowanie i pisanie – to trzy rzeczy, bez których Jarosław Wilk nie wyobraża sobie życia. Dlatego postanowił je wszystkie połączyć. W rozmowie z Onetem przyznaje, że wyjątkowo cieszą go zboczone kobiety, które spotyka na swojej drodze, a jeszcze bardziej fakt, że wiedzą jak to wykorzystać. Niedawno ukazała się jego książka „Pan Wilk i Kobiety”, a już 1 grudnia 2015 roku premierę mieć będzie kolejna.

 

Ile jest prawdy w tym co piszesz, czyli ile jest Jarosława Wilka w książkowym Wilku? Podaj proporcje – fikcja vs prawda.

Ile jest Wilka w Wilku (śmiech)? Kilka tygodni temu, czytając pierwszy raz w życiu swoją książkę w finalnej, pachnącej papierem i drukarnią wersji, sam je sobie zadałem. Wilka w Wilku jest 100% czyli 1:1. Jednak to tylko z pozoru prosta odpowiedź na z pozoru prosto postawione pytanie. Postać głównego bohatera w mojej książce jest mi bardzo bliska. Identyfikuję się z Wilkiem, a kreśląc jego myśli i uczucia na papier przelewam swoje. Nie powiem jednak wprost, iż główny bohater książki to ja. Tę kwestię, jak i wiele innych związanych z treścią książki, pozostawię do oceny czytelnikowi.

Wszystko zaczęło się od tych słów: „Nic przecież tak nie cieszy mądrego mężczyzny, jak zboczona kobieta”. Co się wtedy wydarzyło?

To dość zabawna historia. Na samym początku mojej przygody pisaniem, jeszcze na blogu, mniej więcej miesiąc od pierwszej notki, którą opublikowałem, odpaliłem laptopa, chcąc dopisać kilka kolejnych zdań. Odruchowo, jak chyba u większości blogerów, zerknąłem na licznik odsłon mojej witryny. Potem wstałem i zacząłem gotować sobie kawę. Czynność ta nie trwała dłużej niż 10 minut. Zerknąłem drugi raz na licznik i już wiedziałem, że coś jest nie w porządku. W niecałe 10 minut 1000 wejść? To niemożliwe, pomyślałem. Mniej więcej tyle miałem w sumie po pierwszym miesiącu pisania. Poczułem się nieswojo. To trochę takie uczucie, jakbyś wiedział, iż jesteś obserwowany, ale nie wiedział przez kogo. Obserwowałem licznik, który nie zwalniał. Z każdym kwadransem odwiedzało mnie około tysiąca osób. Zabawne, że pierwsza moją myślą było to, że ktoś mnie robi w chuja (śmiech). Gdy przekroczyłem dziesięć tysięcy wejść, olśniło mnie. Odpaliłem pocztę. Po ilościach komentarzy zorientowałem się, że to nie robota jakiejś wkurzonej dziewczyny (śmiech), jak przez moment pomyślałem, a najprawdziwsze odwiedziny czytelników. Tego wieczoru zajrzało do mnie jeszcze kilkanaście tysięcy osób, gdyż wpis znalazł się na stronie głównej Onetu z takim właśnie tytułem: „Nic przecież tak nie cieszy mądrego mężczyzny, jak zboczona kobieta”.

Nadal cieszą Cię zboczone kobiety?

Z roku na rok jestem starszy, a co za tym idzie mądrzejszy, mam nadzieję (śmiech). A to znaczy, że z każdym kolejnym rokiem cieszę się bardziej, gdy takowe spotykam (śmiech). A tak poważnie to używając słowa „zboczenie” mrugam do czytelnika i trochę prowokuję. U mnie to synonim kobiecej świadomości seksualnej. Znajomości swojego ciała, jego potrzeb, a co za tym idzie, jego używania. To mądra akceptacja intymnej siebie. Beż ściemy i udawania. To wyobraźnia, otwartość, nietuzinkowość, kobiecość, zmysły oraz wyuzdanie. Wypadkowa tych i kilku innych jeszcze cech czyni nas, prosty rodzaj męski, przy takich kobietach szczęśliwymi. No może prawie szczęśliwymi. Do tego ostatniego potrzebujemy jeszcze miłości. Reasumując, nadal uwielbiam zboczone kobiety.

Jak reagujesz na porównania swojej książki do hitu ostatnich lat czyli „Pięćdziesięciu twarzy Greya”?

Reaguję spokojnie i z uśmiechem. Ze spokojem, ponieważ naturalnym jest, że jak dzisiaj ktoś w swojej książce użyje fraz typu łańcuch, niewolnictwo, suka, a potem jeszcze da klapsa kochance, to nie obejdzie się bez porównania do Greya, który na stałe wrył się w świadomość masową. Porównywanie „Pana Wilka i Kobiet” i „Pięćdziesięciu twarzy Greya” kończy się po przeczytaniu kilu rozdziałów mojej książki. To dwie inne historie i kompletnie różni bohaterowie. Dla mnie największym komplementem jest to, że przed przeczytaniem „Pana Wilka” z ust czytelniczek słyszę porównanie do Greya, a po przeczytaniu – nigdy. Nigdy też nie usłyszałem w ich głosach rozczarowania z tego powodu. Obie książki mówią o innych światach i wywołują kompletnie inne reakcje u czytających. Nie zamieniłbym się na te czytelnicze reakcje z E. L. James (śmiech).

Jesteś facetem po 40-tce, poznałeś już trochę kobiet – znasz odpowiedź na pytanie: „Czego pragną kobiety”?

Przeceniasz mnie. Wychowałem się w domu z dwoma mądrymi kobietami. Mówię o mojej mamie i siostrze. Jestem pełen szacunku i zachwytu dla kobiet, ale gdybym stwierdził, że je rozgryzłem, powiększyłbym i tak spore grono kretynów, którzy twierdzą, iż znają kobiety na wylot. Kobieta zawsze pozostanie dla mężczyzny enigmą. Próby pojmowania Was naszymi męskimi kategoriami – to najczęstszy problem mężczyzn i przyczyna ich frustracji, a czasem nawet zguby. Dziś, gdy już to wiem, żyje mi się lżej (śmiech). Przebywając z kobietą staram się być po prostu dla niej. Kobiety w większości same wiedzą, jaki zrobić z tego użytek (śmiech).

Książka zaczyna się w momencie, gdy opuszcza Cię ukochana kobieta. Czy to dlatego rzucasz się potem w ramiona innych, żeby ukoić ból?

Ona – bezimienna muza, miłość z lat minionych, geneza zdarzeń, pierwsza kostka domina, opuszcza Wilka. Bohatera mojej książki, nie mnie. Kojenie bólu po stracie kobiety w ramionach innych kobiet nie jest czymś obcym dla ludzkiego gatunku. Ktoś mądry powiedział, że definicją szaleństwa jest powtarzanie w kółko tej samej czynności i oczekiwanie innego skutku. Wilk po części wpisuje się w tę definicję.

Powiedz, czy było coś takiego, na co nie chciałeś i nie mogłeś się zgodzić w relacji z kobietą? W którym miejscu stawiasz granice?

To granice na rzekach zapachu, smaku, mojego heteroseksualizmu i jeszcze kilku innych spraw oraz najważniejszej granicy, której przekraczać nie zamierzam, a mianowicie przyjemności opartej na akceptacji przez obie strony. Jej i mojej. Wbrew pozorom, moje granice są tam, gdzie większości ludzi, a na pewno większości moich czytelniczek. Patrząc na przestrzeni ostatniej dekady muszę jednak przyznać, że granice ulegają z czasem przemieszczeniu. To jednak chyba naturalna kolej rzeczy dla człowieka kochającego kobiety, życie i lubiącego seks.

Jak był odbiór bloga, a potem książki? Jakie komentarze do Ciebie docierały?

Mniej więcej miesiąc – dwa miesiące temu odebrałem książki od mojej pani producent. Dla ludzi z mojego pokolenia drukowana książka jest wartością samą w sobie. Z książką po pracy pojechałem do domu. Były korki, więc zacząłem ją czytać już w samochodzie. Dojeżdżając do swojego domu na wsi byłem… przerażony. Myślałem „ja to napisałem?”. Wszystko jednak w tej książce było moje. Nie wszedłem do domu. Zadzwoniłem do mojego przyjaciela Tatara. Musiałem się napić. Książka drukowana, to rzecz namacalna, to kropka nad „i” mojej pracy. Wiem jednak, że w moim przypadku bez Internetu, czyli tworzenia bloga, tej kropki nad „i” by nie było.

W dwa tygodnie, bez żadnej reklamy, rozeszła się 1/3 pierwszego nakładu. Głównie wśród ludzi, którzy znali mnie z bloga oraz tych, którzy skojarzyli, że Wilk w programie „Ugotowani” nie pojawił się tylko z powodu serwowanej tam cielęciny (śmiech), którą na dodatek spierdoliłem (śmiech). Wielka to radość, gdy grupa ludzi znających już moją opowieść kupuje ją, by przeczytać raz jeszcze. Książka i blog to dla mnie dwie różne sprawy, ale dobrze, gdy udanie razem zafunkcjonowały.

Przerażenie minęło po kilku dniach. Między innymi z powodu opinii tych, którzy przeczytali książkę. Dostałem też sporo maili od kobiet, które dziękowały mi za nowy wymiar seksu małżeńskiego (śmiech). Znalazły się też opinie krytyczne, najczęściej od osób dla których użycie w tekście słowa „pizda” jest wystarczającym powodem do nieprzeczytania książki do końca i do ukamienowania piszącego. A taką krytykę mam od zawsze w dupie.

Czy po wydaniu książki planujesz dalej pisać bloga? A może chodzi Ci po głowie kolejna publikacja?

Nie jestem blogerem. Nie czuje tego. Bloger zmuszony jest do systematyczności, a ja do takich ludzi nie należę. Zacząłem od bloga gdyż potrzebowałem bodźców, by wytrwać w swojej pracy. Dziś już tego nie potrzebuję. Pisanie stało się częścią mojego życia i nie obawiam się o to, by to się miało w najbliżej dekadzie zmienić. Książka to bliższa mi forma pisania. To jak powstaje, jak się ją pisze, jak podczas pracy nad nią ewoluuje treść, to spora zabawa i frajda. Cały ten mówiąc górnolotnie akt tworzenia cholernie mi pasuje i nie wyobrażam sobie dziś, bym miał wrócić z pisaniem do Internetu. Stawiając kropkę po ostatnim zdaniu w „Panu Wilku i Kobietach” pomyślałem sobie – „nie opowiedziałeś wszystkiego”. Postanowiłem więc to, czego zabrakło, dopowiedzieć. Tak powstał Pan Wilk i tajemnice Tajemnic, która w tym roku wyląduje na półkach księgarń. W czasie pisanie drugiej książki, zastanawiałem się nad tym , o czym będzie moja kolejna książka. Bo to, że będzie było dla mnie pewne. Miałem kilka pomysłów, ale wszystko zmieniło się, gdy wiosną tego roku wracałem z delegacji z moją przyjaciółką. Podczas pięciu godzin wspólnej podróży stworzyliśmy zarys trzeciej części Wilka. Zabawne, ale dopiero wtedy dotarło do mnie, jak powinna wyglądać druga pisana przeze mnie właśnie cześć i, że jest ona przejściem pomiędzy pierwszą i ostatnią częścią mojej trylogii. Dziś trylogia jest faktem. Mam w głowie ze czterdzieści jej procent. Powoli zbieram się, więc do pisania Pan Wilk i … no właśnie nie wiem ( śmiech ).

Pisałeś, że bodźcem do wydania książki było pytanie córki: czy to, co piszesz w sieci, będzie można kiedyś kupić w księgarni – naprawdę?

Córka jest bodźcem dla wielu spraw w moim życiu i w przypadku książki faktycznie też tak było. Obecność córki w moim życiu to sprawa ponadczasowa i priorytetowa. Odkąd się urodziła, prowadzę z nią swój dialog. Staram się jej słuchać. Zarazem mówić do niej tak, aby jej nie nudzić. Rozmowę z moim dzieckiem, bez względu na to, ile w danym momencie miało lat, traktuję jak dialog równego z równym, nie zapominając o jej i swoim wieku. Czasem to trudne, ale gdy patrzę dziś na moją trzynastolatkę wiem, że poszedłem właściwą drogą. Mam nadzieję, że przyszłość to potwierdzi. Córka od zawsze wiedziała, że tata pisze. Właśnie przy pierwszych wersach „Pana Wilka i Kobiet”, widząc mnie skupionego przed laptopem, zapytała „czy kiedyś to, nad czym tak często siedzę, będzie można kupić w empiku”. Po chwili, patrząc na moje dziecko, jakoś tak samo mi się powiedziało: Wiesz co, córka? Tak, tym razem, to co piszę, będzie można kupić w księgarni. Nie skłamałem. Pierwsze sztuki trafiły kilka dni temu na półki. To niewiele, ale słowa dotrzymałem. Modlę się tylko teraz, by do głowy jej nie przyszło pójść w najbliższym czasie do księgarni (śmiech).

No właśnie, nie będziesz się czuł dziwnie, gdy córka przeczyta kiedyś Twoją książkę? Piszesz tam ostrym, czasem wulgarnym językiem, bohaterowie „korzystają” z życia, nadużywają alkoholu, narkotyków…

To trudny temat, spędzający mi sen z powiek odkąd zdecydowałem, by „Pan Wilk i Kobiety” ujrzały światło dzienne. Nie chciałbym, by moja córka przeczytała tę książkę za szybko. Trzynaście lat to za wcześnie na tego typu lekturę, tym bardziej, gdy pisze ją ojciec. Córka wie, że piszę o kobietach i seksie. Rozmawiamy o seksualności językiem właściwym dla jej wieku. To raczej dyskusja o wartościach niż o seksie. Mamy też umowę, że to, co piszę, na razie nie jest dla niej. Na ten moment nie wie też, że moja pierwsza powieść właśnie pojawia się w księgarniach. Niech tak na razie pozostanie.

Nadużywanie narkotyków czy wulgaryzmy to nie tylko domena wyłącznie mojej książki. To coś, co nas otacza. Młode umysły nie mają dziś możliwości odizolowania się od tego świata. Najważniejsze jednak, by miały z kim o tym rozmawiać. Życie nie jest czarno-białe. Ma mnóstwo odcieni szarości i sporo kolorów. Moja córka będzie po prostu w odpowiednim czasie gotowa na chodzenie po tęczy bez większej obawy, że z niej spadnie. Wierzę w to i zrobię w tym kierunku wszystko. Myślę, że za kilka lat, siedząc z koleżankami na piwie, zamiast na jakimś nudnym wykładzie powie z dumą: „Wiecie, a mój stary to właśnie TEN Wilk”.

Kiedyś pracowałeś jako szef kuchni we własnej restauracji. Gotowanie traktujesz poważnie i z pasją – nie brakuje Ci tego?

To trudne wspomnienie, ale dobre. Spora nauka gotowania, a przede wszystkim ludzi i życia. Powinienem kiedyś to opisać, bo spędziłem kawał czasu w gastronomii, w jednym z górskich kurortów. Pamiętam taką jesień, gdy prócz mgły w kurorcie nie było nikogo przez ponad dwa miesiące. Rano otwierałem knajpę (sam, bo jakakolwiek obsługa oprócz mnie byłaby finansową porażką), nalewałem sobie kufel piwa i zasiadałem przed wielkim oknem z widokiem na mgłę, zza której, przy większym szczęściu i dobrym wietrze, czasem widziałem góry. Na dolewaniu sobie piwa, gotowaniu i podziwianiu gór zeszło mi w sumie ponad rok. Dziwny to był czas.

Gotowania mi nie brakuje. Za bardzo lubię jeść, bym miał go zaniechać (śmiech). Kuchnia to mój reset. Mieszanie w garnku i popijanie wytrawnego wina to jeden z moich ulubionych momentów po tygodniu walki w korporacji i taki piątkowy rytuał. Jeżeli dodatkowo po drugiej stronie stołu siedzi fajna dziewczyna, to przyjemność z gotowania jest jeszcze większa (śmiech).

Czym się teraz zajmujesz?

Obecnie pracuję w polskiej giełdowej spółce związanej głównie z branżą budowlaną. Jestem menedżerem odpowiedzialnym za sprzedaż w Polsce oraz kilkunastu spółkach rozsianych po całym świecie. Lubię to co robię i znam się na tym.

Czy dobrze gotujący facet ma większe szanse u kobiet?

Oczywiście. No chyba, że akurat trafisz na wegetariankę na diecie 1000 kalorii. Wtedy, nawet jako mistrz patelni, nie możesz liczyć na fajną konsumpcję (śmiech). Kolacja, tam gdzie jest ona i on, to klimat znany i pożądany od wieków. Zmysły, pobudzane przez zapach i smak jedzenia oraz wina, światła świec, a co najważniejsze przez dialog, bez którego żadna kolacja udać się nie może, to rzecz nie do przecenienia. Poza tym zdanie: „Zapraszam Cię do mnie na kolację. Ugotuję coś specjalnie dla Ciebie” – brzmi bardziej przekonywująco niż „Wpadnij do mnie, mam niezłą kolekcję płyt, posłuchamy sobie?” O tym, że podobno świetnie wyglądam w samym fartuszku z nożem w ręku przez skromność nie wspomnę (śmiech)…

Czy teraz masz stałą partnerkę, czy jak prawdziwy Wilk żyjesz samotnie?

O ile pamiętam końcówkę mojej książki, to Wilk był sam (śmiech). Oczywiście pomijając sytuacje gdy chwilowo nie był sam (śmiech). Tak się składa, że Jarosław Wilk też jest sam. Dziwnym zbiegiem okoliczności oba Wilki zasypiają w swoich ostojach samotnie, śniąc sny o wielkiej miłości.

Kiedy patrzysz wstecz na te kilka ostatnich lat, żałujesz czegoś?

Teoretycznie, patrząc wstecz, kilku rzeczy powinienem żałować. Miałem trochę chudych lat w życiu. Bywało trudno. Najczęściej – z powodu własnej głupoty. Nie umiem jednak tego rozpamiętywać. Następny weekend spędzam z cudowną dziewczyną – moją córką. Gdybym cokolwiek zmienił w moim życiu cofając czas, czy ten weekend też by się wydarzył? Raczej nie. Mam też obecnie coraz więcej spokoju w głowie i chyba zaczynam dopiero żyć tak, jak naprawdę chcę. To dobry moment dla mężczyzny, a stało się możliwe również dzięki tym wszystkim złym rzeczom, których w życiu doświadczyłem. Wilk dziś, bez Wilka wczoraj, nie mógłby istnieć. A teraźniejszy Wilk bardzo kocha życie i niczego nie żałuje. No może jednego. Powinienem był więcej czasu poświęcić mojej mamie w jej ostatnich lata życia. Tego jednak już nie odkręcę. To krzyż, który będę niósł do końca.

Jarosław Wilk. Rocznik 1970. Człowiek dwóch epok. Ojciec z miłości. Pisarz z pasji. Menadżer z zawodu. Mieszka i pisze w małej wsi pod Wrocławiem.